piątek, 30 grudnia 2016

Papisie w obiektywie

Papisiami jestem zachwycona! Są urocze i jedyne w swoim rodzaju! Teraz tak naprawdę poznaję prawdziwe życie hodowcy. Wstawanie 3 razy w ciągu nocy, aby Maluchy dosadzić do cycusia, zaglądanie czy wszystko jest ok, szczególne dbanie o mamusie, ciągły kontakt z weterynarzem, zmiana zakupkanych podkładów, częste karmienie i pojenie Jolly... Szok! To jest druga strona medalu, o której często przyszli nabywcy nie zdają sobie sprawy. To jest prawdziwa rewolucja w życiu hodowcy. Od kiedy papisie przyszły na świat wszystko się zmieniło. Wszystko co się dzieje w moim życiu jest im podporządkowane. Ale nie żałuję.... To jest pasjonujące, pouczające i niepowtarzalne!

Poniżej kilka zdjęć Maluszków i oczywiście krótki filmik!


Pierwszy miot w hodowli.

W czerwcu doszło w naszej hodowli do pierwszego skojarzenia. Jolly pojechała na randkę do Majlo, która okazała się owocna. Po około 3 tygodniach zrobiliśmy USG, które potwierdziło ciążę mnogą. Nie ukrywam, że pierwsze krycie, ciąża aż w końcu poród był dla mnie nie lada wyzwaniem! Na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Dwa cudowne szczeniaczki przyszły na świat 27 sierpnia. Czekoladowa dziewczynka ważyła ok. 400g, natomiast biało-czarny chłopczyk - 450g.


Wracamy!

Witam serdecznie! Bardzo przepraszam wszystkich za tak długą nieobecność. W naszym życiu troszkę się pozmieniało, a właściwie to troszkę dużo, ale do tego nie ma już co wracać ;-)
Wszystko zaczynamy od nowa i dzisiaj postaram się uzupełnić ostatnie 6 miesięcy. Wrzucę posty z najważniejszych wydarzeń w hodowli i będę już systematycznie uzupełniać bloga.
Pozdrawiamy Was i mam nadzieję, że jeszcze o nas pamiętacie!

środa, 25 maja 2016

Pamiętna Wystawa w Zabrzu

Wystawa w Zabrzu była bez wątpienia jedną z tych o której nie da się szybko zapomnieć. W internecie aż huczało o warunkach jakie panowały podczas imprezy. Niestety muszę to potwierdzić. Wszystkie psiaki wręcz topiły się w błocie, już nie wspomnę o wystrojonych w gajerkach wystawcach. Czułam się jak na woodstocku :-D Colin chyba też! :-D Właśnie dlatego w trybie natychmiastowym zmieniłam strój wizytowy na sportowy.

Z wystawy wróciliśmy z oceną obiecującą. Dlaczego? Ponieważ pies dziwnie biegał :-D Szkoda, że sędzia nie zauważył, że na ringu było błota po kostki i normalnie biegać się nie dało :-)

Pomimo tego całego ambarasu byłam zadowolona z Colina. Na ringu jest spokojny, opanowany, ładnie się porusza, jest grzeczny. Gorzej jak opuszczamy ring. Wtedy Cokusia interesuje wszystko i wszyscy :-) Cały Colin...  Urwis, ale kochany!