Jolly, jest nadal osłabiona, śpi więcej niż zazwyczaj, opatrunki zmieniamy, nadal podajemy antybiotyki, probiotyki, itp. Rana ładnie się goi, oby tak dalej. Oby te szwy się nie rozeszły... Miejmy nadzieję, że z dnia na dzień będzie coraz lepiej. Grunt, że Jolly ma apetyt. Mam wrażenie, że je więcej niż przed zabiegiem... i dobrze! W końcu trzeba ją troszkę utuczyć ;-) Chęć do zabawy również ją nie opuszcza, to dobry znak! Niestety nogi jeszcze nie pozwalają na swobodne spacery i szaloną zabawę. Musimy uzbroić się w cierpliwość i będzie dobrze.
czwartek, 24 kwietnia 2014
Kocing w Mójczy
Jolly, jest nadal osłabiona, śpi więcej niż zazwyczaj, opatrunki zmieniamy, nadal podajemy antybiotyki, probiotyki, itp. Rana ładnie się goi, oby tak dalej. Oby te szwy się nie rozeszły... Miejmy nadzieję, że z dnia na dzień będzie coraz lepiej. Grunt, że Jolly ma apetyt. Mam wrażenie, że je więcej niż przed zabiegiem... i dobrze! W końcu trzeba ją troszkę utuczyć ;-) Chęć do zabawy również ją nie opuszcza, to dobry znak! Niestety nogi jeszcze nie pozwalają na swobodne spacery i szaloną zabawę. Musimy uzbroić się w cierpliwość i będzie dobrze.
WielkaMocny trening z Iwoną Gołąb
Tegoroczne święta Wielkanocne były nie tylko czasem zabawy, odwiedzin i święcenia, ale też pracy. W lany poniedziałek wybraliśmy się na WielkaMocny trening agility, który poprowadziła Iwona Gołąb. Terning odbył się w Krakowie. Jolly, była bardzo dzielna i świetnie sobie radziła podczas pierwszych lekcji na torze przeszkód. Jedyne co jej sprawiało trudność to odgłosy biegających przez tunel psów. Było to dla niej coś dziwnego, czego niestety się bała. Jednak po szaleństwie z szarpakiem (miałam biegać jak naćpana) Jolly pomalutku trema przeszła i było coraz lepiej. Podczas treningu dostałyśmy dużo cennych rad od Iwony.
Teraz mamy skupić się nad:
-posłuszeństwem,
-chodzeniem po prawej stronie,
-mamy nadal klikać i całą dawkę jedzenia przeznaczać na nagrody podczas treningu. Jeśli okaże się, że coś zostało tzn., że trening nie był zbyt dobrze przemyślany,
-jako przysmaki wypiekać wątróbkowe ciasteczka,
-przysłuchiwać się przeróżnym dźwiękom,
-ćwiczyć krótko, jednak do 6/7 razy dziennie,
-robić własne szarpaki, najlepiej polarowe, długie,
-nauczyć się obiegania tyczek z nisko ułożoną głową.
Na to wszystko mamy około 2 miesięcy. Iwona zaproponowała konsultacje drogą internetową, przesyłani filmików z treningów, itp. dlatego tym bardziej będziemy zmobilizowane i będzie nam łatwiej osiągnąć zamierzone cele.
W lipcu wybieramy się na kolejne warsztaty z Iwoną. Tym razem będą 2-dniowe i odbędą się w Kielcach.
P.s. Zdjęcia zostały wykonane przez Natalię Łysak, za co dziękujemy:-)
Teraz mamy skupić się nad:
-posłuszeństwem,
-chodzeniem po prawej stronie,
-mamy nadal klikać i całą dawkę jedzenia przeznaczać na nagrody podczas treningu. Jeśli okaże się, że coś zostało tzn., że trening nie był zbyt dobrze przemyślany,
-jako przysmaki wypiekać wątróbkowe ciasteczka,
-przysłuchiwać się przeróżnym dźwiękom,
-ćwiczyć krótko, jednak do 6/7 razy dziennie,
-robić własne szarpaki, najlepiej polarowe, długie,
-nauczyć się obiegania tyczek z nisko ułożoną głową.
Na to wszystko mamy około 2 miesięcy. Iwona zaproponowała konsultacje drogą internetową, przesyłani filmików z treningów, itp. dlatego tym bardziej będziemy zmobilizowane i będzie nam łatwiej osiągnąć zamierzone cele.
W lipcu wybieramy się na kolejne warsztaty z Iwoną. Tym razem będą 2-dniowe i odbędą się w Kielcach.
P.s. Zdjęcia zostały wykonane przez Natalię Łysak, za co dziękujemy:-)
środa, 23 kwietnia 2014
wtorek, 22 kwietnia 2014
...jak nie głowa, to łapki :-(
Po radosnych Świętach, chciałoby się napisać coś dobrego, opowiedzieć to i tamto, ale.... Niestety nie mam teraz do tego głowy. Opowiem o świętach trochę później... Może za kilka dni... Ech, nigdy nie może być dobrze. Zawsze COŚ :-(
Dzisiaj wróciłam z Jolly do Kielc... Jechałyśmy w samochodzie prawie 3h, droga była trochę męcząca, dlatego chciałam wynagrodzić Jolly te 3h w trasie-miłym spacerkiem nad zalewem i wspólną zabawą. Tak było na początku, dopóki Jolly nie weszła do wody, którą chcąc nie chcąc uwielbia. Weszła raz, było super, nawet ja rzuciłam jej blisko brzegu mały patyczek, grzecznie przyniosła. Gdy chciałam już pójść dalej odwróciłam się, a Jolly wychodząc z zalewu kulała na łapkę. Okazało się, że bardzo mocno przecięła sobie nie jedną, tylko dwie tylne łapy!! Krew dosłownie kapała... Obie łapki były we krwi... Pobiegłam z nią do najbliższego weterynarza, na chodniku zostawiała czerwone ślady :-(:-( Możecie sobie więc wyobrazić jak to wyglądało.... :-( Weterynarz, od razu dał narkozę, zaczął oczyszczać ranę i rozpoczął szycie. Rana była naprawdę głęboka. Masakra! Tak bardzo chciałam ją ochronić przed usypianiem, gdy rozeszły się szwy. Jeździłam, po kilku weterynarzach, żeby coś dało się na to zaradzić-i udało się. Maść ze srebrem (na zamówienie w aptece) działa cuda! A teraz taka przykra historia...
Teraz Jolly, leży obok mnie na łóżku. Jest jeszcze senna. Nie może chodzić. Ma zabandażowane łapy. Opatrunek mamy zmieniać i przemywać rivanolem 2xdziennie, do tego antybiotyk, leki przeciwbólowe, probiotyki.... Zdecydowałam się jeszcze kupić buty ochronne, żeby nie podrażniała sobie tych łapek...
Znowu to samo przez 2 tygodnie... :-(:-(:-( Najgorsze jest to, że Jolly powinna ograniczyć chodzenie do minimum. Inaczej istnieje prawdopodobieństwo, że szwy mogą się rozejść.... Ale jak to zrobić skoro to nie jest mops tylko border? Za tydzień idziemy do kontroli...
Nie mam siły. Jestem zmęczona już tymi atrakcjami.
Dzisiaj wróciłam z Jolly do Kielc... Jechałyśmy w samochodzie prawie 3h, droga była trochę męcząca, dlatego chciałam wynagrodzić Jolly te 3h w trasie-miłym spacerkiem nad zalewem i wspólną zabawą. Tak było na początku, dopóki Jolly nie weszła do wody, którą chcąc nie chcąc uwielbia. Weszła raz, było super, nawet ja rzuciłam jej blisko brzegu mały patyczek, grzecznie przyniosła. Gdy chciałam już pójść dalej odwróciłam się, a Jolly wychodząc z zalewu kulała na łapkę. Okazało się, że bardzo mocno przecięła sobie nie jedną, tylko dwie tylne łapy!! Krew dosłownie kapała... Obie łapki były we krwi... Pobiegłam z nią do najbliższego weterynarza, na chodniku zostawiała czerwone ślady :-(:-( Możecie sobie więc wyobrazić jak to wyglądało.... :-( Weterynarz, od razu dał narkozę, zaczął oczyszczać ranę i rozpoczął szycie. Rana była naprawdę głęboka. Masakra! Tak bardzo chciałam ją ochronić przed usypianiem, gdy rozeszły się szwy. Jeździłam, po kilku weterynarzach, żeby coś dało się na to zaradzić-i udało się. Maść ze srebrem (na zamówienie w aptece) działa cuda! A teraz taka przykra historia...
Teraz Jolly, leży obok mnie na łóżku. Jest jeszcze senna. Nie może chodzić. Ma zabandażowane łapy. Opatrunek mamy zmieniać i przemywać rivanolem 2xdziennie, do tego antybiotyk, leki przeciwbólowe, probiotyki.... Zdecydowałam się jeszcze kupić buty ochronne, żeby nie podrażniała sobie tych łapek...
Znowu to samo przez 2 tygodnie... :-(:-(:-( Najgorsze jest to, że Jolly powinna ograniczyć chodzenie do minimum. Inaczej istnieje prawdopodobieństwo, że szwy mogą się rozejść.... Ale jak to zrobić skoro to nie jest mops tylko border? Za tydzień idziemy do kontroli...
Nie mam siły. Jestem zmęczona już tymi atrakcjami.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




