wtorek, 3 września 2013

Włóczykije :-)

Dzisiaj znowu nadarzyła się okazja na wojaże, więc pojechaliśmy zobaczyć co w trawie piszczy. Objechaliśmy powiat skrżyski  i kielecki. Pierwszy przystanek był w pięknym lesie, nieopodal Bodzentyna. Spotkaliśmy tam stadko saren (niestety nie zdążyłam zrobić zdjęć, bo szybko uciekły). Jolly, oczywiście była w swoim żywiole - zbierała dąbki, rwała trawę, kopała dziury, biegała z nosem przy ziemi, co najmniej jakby była psem tropiącym. Potem pojechaliśmy nad zalew w Wilkowie. Tam Jolly, pozostawiła odcisk swojej łapki, zjadła trochę trawy i na końcu znalazła sobie zabawkę, którą musieliśmy zabrać do domu. Wypad był naprawdę udany. Poniżej kilka zdjęć i filmik z dzisiejszego dnia.

 


                                                                      
  A filmik tutaj:



poniedziałek, 2 września 2013

Jolly - ZOSTAŃ

 Jolly, opanowała komendę "zostań" na początku nauki. Jakoś nie było okazji tego pokazać, więc chwalimy się teraz! Dwa ostatnie ujęcia zostały zrobione dzisiaj na spacerze.


Wieje jak w kieleckim!

W kieleckim wiało dzisiaj tak, że chciało głowę urwać. Nie bez powodu mówi się, że u nas "piździ" ;-) Typowo jesienna pogoda-trochę chmur, trochę słońca. Podjechałyśmy z Jolly na tak zwany stadion - zalesione miejsce na obrzeżach Kielc, gdzie znajdują się ścieżki rowerowe i piesze. Zimą, też jest tu co robić. Jest stok narciarski i lodowisko. 
Spacerowałyśmy jakąś godzinkę. Jolly, przeganiała wszystkich rowerzystów, biegaczy i chodzących z kijkami. Miałam osobistego ochroniarza! ;-) Zbierała liście, patyki, trawy, jadła piasek, gryzła szyszki. Bała się jedynie szumiących i skrzypiących drzew, wtedy delikatnie powarkiwała. Nic dziwnego - po raz pierwszy była w lesie.





A to powrót do domu :-)

niedziela, 1 września 2013

Mokra niedziela

Dzisiejszej niedzieli dało się odczuć nadciągającą jesień. Było mokro i dość chłodno-jak dla mnie. Mimo to, rano pojechaliśmy na łączkę, poza miasto. Jolly, wytarzała się w czym tylko mogła - błoto, ziemia, mokre trawsko i w takiej nowej odsłonie weszła do samochodu. Po przyjeździe do domu od razu poszłyśmy do łazienki na pierwszą kąpiel. Jolly, ku mojemu zdziwieniu spokojnie siedziała w wannie. Kazałam, jej chwilkę poczekać, bo chciałam pójść po aparat - to czekała. Po kąpieli uczesałyśmy kudełki, potem je wysuszyłyśmy suszarką- bez żadnego protestu ze strony psiny. 
Ogłaszam, że pierwsza kąpiel została zaliczona na 6! :-)