sobota, 5 kwietnia 2014

Foto-sesyjka w Umrze

Wolny dzień, to zawsze okazja do krótszego, bądź dłuższego wypadu. Dzisiaj pojechaliśmy nad zalew w Umrze. Nazwa miejscowości faktycznie niezbyt optymistycznie zachęcała nas do jej odwiedzenia , ale ostatecznie zatrzymaliśmy się i strzeliłam Jolly, krótką sesyjkę fotograficzną. Jeśli chodzi o robienie zdjęć to muszę jeszcze trochę poćwiczyć, ale... wszystko w swoim czasie. Poniżej, kilka fotek z dzisiejszego dnia. 







piątek, 4 kwietnia 2014

Wszystko OK!!! :-)

Co tu dużo pisać. Z Jolly jest wszystko OK!!! :-) Badania nic nie wykazały, cała zmiana to TYLKO narośl, która nie ma w sobie żadnych pierwiastków nowotworowych. Jolly, jest w pełni zdrowa! W środę, 9 kwietnia idziemy na ściągnięcie szwów. Pan weterynarz powiedział, że wszystko ładnie się goi. Super! :-) Po wizycie u wet. poszłyśmy uczcić dobre wiadomości nad rzeczkę. Zdjęcia z dzisiejszego spaceru:



wtorek, 1 kwietnia 2014

Zabieg :-(

Jolly, od szczeniaka miała na główce niewielkie znamię. Nie przejmowałam się tym zbytnio, bo była pełna energii, uwielbiała się bawić, biegała, szczekała, nie była osowiała... i tak jest do teraz. Ale postanowiłam to sprawdzić i niestety weterynarz stwierdził, że narośl trzeba usunąć. Jollunia moja kochana, 28 marca o 12:30 miała zabieg. Była pod całkowitą narkozą-koszmar! Pojechaliśmy odebrać naszą biedę dopiero o 17:00, dopiero wtedy się wybudziła. Była zasiusiana, oczka jeszcze się kleiły-masakra:-( Na szczęście już po wejściu do domu pokazała swoje oblicze i pierwszą rzeczą którą zrobiła była zabawa z piłką. Uff, jak dobrze, że wracała do siebie. Wieczorem już się bawiła, a rano obudziła się jak nowo narodzona:-) Próbka pobrana przy okazji zabiegu, została oddana do analizy. Wyniki mają być najpóźniej w piątek. Mam nadzieję, że nic nie wykryją.... Trzymajcie kciuki!

Dog Show in Katowice!

Nie napisałam relacji z Katowic, bo jakoś tak ten czas szybko zleciał, nawet nie wiem kiedy rozpoczął się kwiecień. Ale teraz chociaż w skrócie napiszę nasze spostrzeżenia po tej psiej imprezie.
Byliśmy na miejscu około 09:00, chcieliśmy spokojnie rozłożyć się koło ringu, kilka razy pobiegać na ringówce, poćwiczyć postawę, wskoczyć na ring i zdobyć pierwsze miejsce. Niestety wszystko poszło inaczej. Moja piękna Jolly otrzymała ocenę dobrą. Ale sędzina (Brenda Banbury) była naprawdę bardzo sympatyczna. W opisie napisała: "Potrzebuje czasu żeby dojrzeć, górna l. prawidłowa, długi ogon, dobry kąt, ale powinna być mocniejsza w kośćcu i w budowie. Mało sierści."
Bierzemy sobie uwagi do serca i działamy dalej. Na ring weszłyśmy o godzinie 15:00, zamiast o 12:30. Opóźnienie dało nam w kość, Jolly już usypiała. W naszej klasie było aż 8 suczek, także konkurencja była spora. Na wystawie spotkaliśmy Sheile (siostrę Jolly), Sandrę (właścicielkę Sydneya), przyjechała również Agnieszka (z hodowli Fifty five) wraz z rodziną. Bardzo miło było się spotkać i porozmawiać o BC. 

Póki co, dajemy sobie trochę oddechu od wystaw. Dlaczego? O tym w następnym poście. 

Fot. Siostrzyczki. Od lewej: Sheila, dalej Jolly.